sobota, 1 kwietnia 2017

Recenzja MARGO Tarryn Fisher

  Nie wiem jak „ugryźć” tę książkę. Może na początek streszczę nieco fabułę.
 Główna bohaterka- Margo mieszka wraz z matką w Bone. Dom, który zamieszkują, Margo nazywa pożeraczem: jest przekonana, że dom ją pochłania, próbuje zniszczyć, reaguje na nią, jej matkę i każdego kto zawita w jego progi. Relacje rodzinne są tutaj trudne, żeby nie powiedzieć, prawie nieistniejące. Chora na depresję matka, z każdym rokiem oddala się od córki, w pewnym momencie przestaje nawet wymawiać jej imię. Margo tak bardzo potrzebuje usłyszeć jej głos, że noce spędza z uchem przy ścianie, gdzie, w pokoju obok, matka rozmawia z odwiedzającymi ją mężczyznami. Zresztą są oni kolejnym powodem samotności dziewczyny- matka jest prostytutką, a fakt ten znany jest kolegom i koleżankom ze szkoły córki. Jedyna przyjaciółka odsuwa się od niej, Margo jest samotna. Wszystko zmienia się gdy któregoś dnia zaprzyjaźnia się z kalekim chłopakiem - Judahem, a dziewczynka, którą Margo znała z widzenia, zostaje uznana za zaginioną.


  Żeby nie spoilerować, nie będę streszczać dalej, chociaż ciężko pisać mi o tej książce bez zdradzania dalszej fabuły. Zwrot akcji, który następuje pod koniec wywołał we mnie dość mieszane uczucia: z jednej strony wydawało mi się, że to oklepany motyw, z drugiej, że pasuje tu idealnie i tworzy spójną całość. Nie mogę tego jednak powiedzieć o zakończeniu, którego kompletnie się nie spodziewałam. I, szczerze, byłam nim zawiedziona, a także zbita z tropu. Zrozumiałam, że autorka chce tą powieścią, czyli „rękami” Margo, zamanifestować swój punkt widzenia na pewne sprawy. Przyznam, że jest on mocno kontrowersyjny. Dlaczego? Bo temat ten wywołuje burzę, gdy się pojawia. Jestem przekonana, że są osoby popierające działania Margo, a znajdą się i tacy, którzy będą temu absolutnie przeciwni. Mnie samej ciężko wypowiedzieć się na ten temat, bo co innego rozprawiać o nim w teorii, a co innego doświadczyć tego bezpośrednio. Nie bez wpływu na zachowanie głównej bohaterki pozostaje jej relacja z matką, przeżycia z dzieciństwa ale czy to wystarczające uzasadnienie dla jej czynów?

  Książkę czytało mi się szybko, główna bohaterka wzbudzała we mnie rozmaite uczucia: współczucie, litość czasem złość. Jej postać została stworzona spójnie i logicznie. Bohaterowie drugoplanowi byli wiarygodni, odrażający klimat Bone oddany. Wspomnienia z dzieciństwa, które wprowadziły czytelnika w klimat powieści też na plus. Tylko ta końcówka niedobra. Ostatnie strony jakoś tak zbyt szybko napisane, jakby na kolanie. Mimo to „Margo” skłoniła mnie do pewnych przemyśleń, a o to chyba autorce chodziło.


Źródło zdjęcia: http://www.wsqn.pl/ksiazki/margo/

12 komentarzy:

  1. Już od jakiegoś czasu zerkam na ten tytuł a Ty zaciekawiłaś mnie tą recenzją więc myślę, że po nią sięgnę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Końcówka tylko trochę dziwna i sporo osób chyba ma z nią problem (łącznie ze mną) ale warto przeczytać.

      Usuń
  2. Już od jakiegoś czasu zerkam na ten tytuł a Ty zaciekawiłaś mnie tą recenzją więc myślę, że po nią sięgnę :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tytuł nic nie mówi, ale po przeczytaniu wstępu wszystko jest jasne. Nie przepadam za takimi książkami wolę k=lekkie i przyjemne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to fakt, czyta się szybko ale nie można tego nazwać lekką lekturą

      Usuń
  4. Rzuciła mi się w oczy ta książka już jakiś czas temu, byłam ciekawa recenzji. Dzięki Tobie wiem już nie jest dla mnie, dziękuję za oszczędzony czas! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jedna z lepszych książek jakie czytałam w tym roku. Zaskakująca i dająca do myślenia.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dająca do myślenia na pewno tylko wolałabym trochę inne zakończenie.

      Usuń
  6. Mocna ta książka. Autorka w mistrzowski sposób opisała wewnętrzne demony głównej bohaterki. Rewelacyjna recenzja!

    Gdybyś miała chęć zapraszam na swojego bloga: www.annrecenzujeblogspot.com

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń