sobota, 1 lipca 2017

Bad mommy - Tarryn Fisher - recenzja

Jesteśmy sumą naszych wczesnych doświadczeń, naśladujemy sposób, w jaki uczono nas kochać, uprawiać seks i nawiązywać kontakty z ludźmi* 

Czasem boję się, że ktoś taki pojawi się w moim życiu. 
Najpierw nie zauważę, że obserwuje mnie z ukrycia, siedząc w samochodzie. 
Potem, że zagląda w okna mojego domu. 
A wreszcie, że będzie przekonana, że moje dziecko powinno być jej. 
Ponieważ ja jestem złą mamą.



Taka jest Fig Coxbury - bohaterka najnowszej powieści Tarryn Fisher Bad mommy. Zła mama. Wkracza ona w życie Jolene i Dariusa Averych jako nowa sąsiadka. Z powodu swojej obsesji, przeprowadza się do domu obok, aby mieć pełną kontrolę nad każdym ich krokiem. Córka Averych - Mercy, szczególnie ją interesuje. Fig byłaby przecież dla niej o wiele lepszą mamą niż Jolene. Do czego się posunie, żeby osiągnąć swój cel?

To moje drugie spotkanie z tą autorką. Pierwszą jej książką, którą przeczytałam była Margo. Przyznam, że przypadła mi do gustu, mimo końcówki. Zła mama, mimo, że wydaje mi się podobna, jeśli chodzi o postać Margo i Fig, jest lepsza.
Lubię thrillery psychologiczne i lubię styl pisania Fisher. Mam wrażenie jakbym czytała jej pamiętnik, co z drugiej strony jest nieco przerażające, gdy pomyślę co siedzi w jej głowie, ale w końcu jest psychologiem, więc takie przypadki są jej pewnie znane. Może też dlatego w poglądy bohaterów wplotła bardzo celne myśli i problemy dotykające nas czy naszych najbliższych. Nie mówię tutaj o problemach psychicznych, ale o takich dotyczących codziennej egzystencji czy związków.

Właśnie tak się dzieje, kiedy ktoś złamie ci serce. Z początku pamięta się te najlepsze momenty. Rzeczy, za którymi się będzie tęsknić. Potem na ich miejscu pojawia się gniew i zmienia taśmę na zupełnie inną.**

Nie są to drogowskazy, słowa, które zmieniają życie, ale po prostu celne i zgrabnie opisane prawdy życiowe. Tarryn Fisher jest po prostu dobrą obserwatorką otoczenia, dlatego tak dobrze mi się czyta jej powieści.

Książka podzielona jest na trzy części, każda z nich jest pisana z perspektywy innego bohatera, przez co historię poznałam pełniej. Najciekawsza jest pierwsza, gdzie narratorką jest Fig: opis powolnego popadania w obłęd, którego ona sama zdaje się nie dostrzegać. Chociaż czasem ma pewne trzeźwe przebłyski, co uważam za element łączący ją trochę z Margo z poprzedniej powieści autorki. Nie jest to jednak jedyna rzecz, która jest wspólna dla obu kobiet. Kluczowe są tu relacje z rodziną, szczególnie matką. Cytat, który umieściłam na początku mojej recenzji, bardzo trafnie tłumaczy ich zachowanie w dorosłym życiu. Skupię się jednak na Fig. Już na pierwszej stronie oznajmia, że jej matka to suka. Potem także nie wspomina jej najlepiej, racząc nas jednocześnie historią o zmyślonych w dzieciństwie przyjaciołach. Późniejsza trauma wywołana stratą dziecka, odcisnęła kolejne piętno na jej życiu, czyniąc ją osobą pragnącą być kimś zupełnie innym. Dokładniej nową mamą dla Mercy Moon Avery.

Powieść nie jest zaskakująca (może z wyjątkiem końcówki), choć przyznaję, że nastawiłam się na zupełnie inne rozwinięcie tej historii. Nie zgodzę się też, że jest przerysowana. Wierzę, że tacy ludzie jak Fig żyją wśród innych i nigdy nie wiadomo, kto może stać się ich ofiarą. Nie napiszę jednak, że książka zmusza do refleksji, bo mnie nie zmusiła. Po prostu dobrze mi się ją czytało i jestem w stanie uwierzyć, że takie sytuacje mogą kogoś spotkać. Jest to też pewna przestroga - uważaj, kogo wpuszczasz do swojego życia. Może się bowiem okazać, że ten ktoś bardzo chce stać się tobą.

*Bad mommy. Zła mama, Tarryn Fisher, s. 192
**Bad mommy. Zła mama, Tarryn Fisher, s. 274